Tłusty czwartek...

 ...tradycja mniam niam... :)))

Zapraszam na mojego bloga MojeDania.pl do lektury artykułów zwiazanych z Tłustym Czwartkiem tudzież do obejrzenia reportażu z wykonania i smażenia pączków z różą.

Przepisy na pyszne smażoności i tłustości, no i troszkę tradycji... ;-))) 

Faworki - takie kruche pyszne mniam... Przez kilka lat dzwoniłam po przepis do mamy, ale w końcu zapamiętałam...

Co potrzebujemy: szklanka maki, cztery łyżki gęstej śmietany, 3 żółtka, 15g spirytusu, szczypta soli... jeszcze tłuszcz do smażenia (ja używam oleju, ale mama używała smalcu i twierdziła, ze żaden inny tłuszcz się do tego nie nadaje...) no i oczywiście cukier puder do posypywania...

Ciasto zagniatamy na stolnicy z mąki śmietany, spirytusu, żółtek i tej szczypty soli... ;-). Ciasto powinno mieć konsystencję ciasta kluskowego. Spirytus jest konieczny, żeby ciasto podczas smażenia nie chłonęło tłuszczu. Żeby było pulchne i kruche, trzeba ciasto porządnie wybić wałkiem... rozpłaszczyć złożyć na pół i znowu rozpłaszczyć, i tak kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy - skutecznie rozładowuje agresję... ;~)

Ciasto rozwałkowywać partiami (jak na mój gust jest to porcja na 3 wałkowania). Kroić na paseczki około 10 cm długie i 2 cm szerokie... ja lubię malutkie faworki... przekroić wzdłuż na długości około 5 cm i przewinąć.

Smażyć z dwóch stron na jasnozłoty kolor. Tłuszczu powinno być dużo - tak by się faworki same chciały przewracać - tak około 1,5 cm na głębokość... Dobrze jest faworki wykładać na bibułkę - żeby się osączyły z tłuszczu. Jeszcze gorące faworki oprószamy cukrem pudrem...

Z tej ilości ciasta robi się dwa kopiaste półmiski faworków... I całość razem ze smażeniem nie zajmuje więcej niż pół godziny...

A przepis na pyszne, kruche faworki ilustrowany filmem znajdziecie na moim kulinarnym blogu MojeDania.pl.

Prażoki...

Szklankę mąki wysypujemy na suchą rozgrzaną patelnię i prażymy mieszając aż nabierze złotego koloru... Zalewamy to szklanką wrzącej, osolonej do smaku wody. Mieszamy dokładnie tak by nie powstały grudki, a gładkie ciasto. Ogrzewamy na płytce pod przykryciem przez około pół godziny... W tym czasie kroimy drobno i zesmażamy słoninę. Łyżką zamaczaną w słonince kroimy na kawałki i nakładamy na talerze prażoki... Obficie krasimy słoniną. 

Hmm... Najpyszniejsze ze świeżo zsiadłym kwaśnym mlekiem, ale z kefirem prawie tak samo dobre... mniam... chociaż takie proste...

A dlaczego właściwie je się prażoki? i co to za tradycja? Rodzina mojej mamy jest z kieleckiego... I tam właśnie wszyscy tą potrawę zajadali w tłusty czwartek. W tradycji ludowej miała ona zapewniać ochronę przed ukąszeniami komarów latem...

Teściowa zna tę potrawę pod nazwą paciara i w tej wersji podaje się ją ze świeżym mlekiem... Paciarę nakładamy na głębokie talerze tak jak prażoki - łyżką umaczaną w tłuszczu i nie krasimy tylko zalewamy to mlekiem.

Jeszcze dość istotna uwaga o gatunku mąki... Musi być dość grubo zmielona - np. krupczatka, można użyć żytniej razowej - z taką mąką chyba nawet jest najsmaczniejsza...

Jejku! Jak to wszystko zjeść?! :))) i nie utyć?

strona główna/rodzinka/kuchnia/żeglarstwo/wspomnienia/
Kreta/polityka/najlepszy film na świecie/kontakt ze mną

 

Copyright (C) 2000-2001  Joanna Duszczyńska

All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Zajrzyj na moją nową stronę mojedania.pl